Spis treści
- Kontekst: „The Irishman” w karierze Martina Scorsesego
- O czym jest „The Irishman” i skąd tyle kontrowersji?
- Porównanie z klasykami gangsterskimi: „Goodfellas”, „Casino”, „Chłopcy z ferajny”
- Tempo, długość, styl narracji – siła czy słabość „The Irishman”?
- Bohaterowie i aktorstwo: De Niro, Pacino, Pesci na tle poprzednich ról
- Motywy i tematy – co „The Irishman” mówi inaczej niż inne filmy Scorsesego?
- Strona techniczna i de-aging: czy technologia przeszkadza historii?
- Tabela porównawcza: „The Irishman” a inne filmy Scorsesego
- Dla kogo jest „The Irishman”, a dla kogo lepsze będą inne tytuły?
- Wnioski: jak „The Irishman” wypada na tle filmografii Scorsesego?
Kontekst: „The Irishman” w karierze Martina Scorsesego
„The Irishman” pojawił się, gdy Martin Scorsese miał już status żywej legendy. Po „Chłopcach z ferajny”, „Kasynie”, „Infiltracji” czy „Wilku z Wall Street” trudno było oczekiwać kolejnego zwykłego filmu gangsterskiego. Dla wielu widzów to miał być film-suma, podsumowanie całego gatunku, z De Niro, Pacino i Pescim jako ikonami. W tym kontekście naturalne jest pytanie, jak „The Irishman” wypada na tle tej imponującej filmografii.
Ważny jest też kontekst produkcyjny: finansowanie przez Netflixa, premiera głównie w streamingu, a nie w tradycyjnej dystrybucji kinowej, bardzo długi czas trwania i rozbudowana cyfrowa „odmładzająca” charakteryzacja. To wszystko sprawia, że film od razu wyróżnia się na tle poprzednich projektów reżysera. W praktyce przestaje być tylko kolejnym filmem o mafii, a zaczyna rozmowę o starości, przemijaniu kina i zmianach w sposobie oglądania filmów.
O czym jest „The Irishman” i skąd tyle kontrowersji?
„The Irishman” opowiada historię Franka Sheerana – mafijnego cyngla, kierowcy ciężarówki, a później bliskiego współpracownika Jimmy’ego Hoffy. To z jednej strony opowieść o kulisach amerykańskiej mafii i związków zawodowych, a z drugiej – historia człowieka, który po latach zostaje praktycznie sam ze swoimi grzechami. W przeciwieństwie do energetycznych „Chłopców z ferajny”, tutaj zaczynamy w domu opieki, a nie w świecie kuszącego luksusu.
Kontrowersje wynikają z kilku elementów. Po pierwsze: długość, bo ponad trzy i pół godziny wymaga cierpliwości i skupienia. Po drugie: tempo jest celowo spokojniejsze, bardziej kontemplacyjne, co dla części fanów Scorsesego było rozczarowaniem. Po trzecie: pojawiły się dyskusje wokół wiarygodności historii Sheerana i jego rzekomego udziału w zaginięciu Hoffy. To wszystko sprawia, że film bywa odbierany skrajnie, ale właśnie dzięki temu dobrze nadaje się do porównań z klasykami reżysera.
Porównanie z klasykami gangsterskimi: „Goodfellas”, „Casino”, „Chłopcy z ferajny”
Jeżeli zestawimy „The Irishman” z „Chłopcami z ferajny”, widać przede wszystkim różnicę energii. Tamten film jest jak jazda rollercoasterem: szybki montaż, rockowe kawałki, dynamiczny voice-over Henry’ego Hilla. „The Irishman” wybiera ton bardziej wyciszony. Narracja Franka jest powolna, chwilami niemal spowiednicza. Zamiast fascynacji światem mafii, dominuje poczucie ciężaru i zmarnowanych relacji. To świadomy zwrot od romantyzacji przestępczego życia.
„Casino” przedstawia barwny, krzykliwy świat Las Vegas, gdzie przemoc miesza się z blichtrem. „The Irishman” działa odwrotnie: im dalej, tym mniej blichtru, a więcej szarości i zwyczajności. Nawet ważne historyczne wydarzenia są pokazane na uboczu, jakby Scorsese chciał podkreślić, że jednostkowe dramaty giną w tle wielkiej polityki. W porównaniu z „Wilkiem z Wall Street”, który wręcz tonie w nadmiarze, „The Irishman” brzmi jak mroczna, powolna coda, napisana przez kogoś, kto patrzy wstecz na całe życie.
Tempo, długość, styl narracji – siła czy słabość „The Irishman”?
Największym zarzutem widzów wobec „The Irishman” jest długość i spokojne tempo. Scorsese nie idzie tu w kierunku krótkiej, zwartej historii, ale raczej tworzy rodzaj epickiej powieści filmowej. To zbliża go bardziej do „Wyspy tajemnic” czy „Milczenia”, gdzie liczy się atmosfera, stopniowe budowanie napięcia i refleksja. Dla fanów dynamicznych montażowych sekwencji z „Chłopców z ferajny” tempo irlandzkiej opowieści bywa frustrujące, choć wynika z jasno określonej wizji.
W praktyce ten styl narracji działa najlepiej, gdy traktujemy film jak trzyczęściową sagę, a nie jeden ciągły seans. Stąd popularne „podziały na odcinki” sugerowane w internecie. Można to uznać za wadę – film, który „wymaga instrukcji obsługi”, nie jest dla każdego. Z drugiej strony, powolne tempo pozwala mocniej wybrzmieć motywom winy i samotności. Na tle wcześniejszych tytułów „The Irishman” sprawia wrażenie świadomego spowolnienia przez reżysera, który nie musi już nikomu nic udowadniać.
Co w tempie „The Irishman” działa na plus?
- Lepsze wyeksponowanie starości, zmęczenia i rutyny mafijnego życia.
- Możliwość spokojnego śledzenia relacji Frank–Hoffa i Frank–Russell.
- Kontrast wobec energii wcześniejszych filmów, co podkreśla zmianę perspektywy.
Co może zniechęcać widzów?
- Brak typowych „momentów wow” znanych z „Goodfellas” czy „Wilka z Wall Street”.
- Wrażenie rozwleczonych scen obyczajowych i powtórzeń motywów.
- Trudność w utrzymaniu koncentracji przy jednorazowym seansie.
Bohaterowie i aktorstwo: De Niro, Pacino, Pesci na tle poprzednich ról
Trio De Niro–Pacino–Pesci to osobny magnes filmu. De Niro, kojarzony z gwałtownymi postaciami z „Taksówkarza” czy „Wściekłego byka”, tutaj gra mężczyznę wycofanego, emocjonalnie zablokowanego. Frank Sheeran rzadko wybucha; raczej milczy, wykonuje zlecenia, dryfuje. W porównaniu z jego rolą w „Chłopcach z ferajny” jest tu więcej pustki niż charyzmy. To interesujące odwrócenie oczekiwań wobec aktora, który wcześniej dominował ekran siłą samej obecności.
Al Pacino jako Jimmy Hoffa jest z kolei najbardziej ekspresywną postacią filmu. Wnosi humor, energię i poczucie, że ta historia mogłaby być bardziej klasyczną mafią opowieścią, gdyby skupić się właśnie na Hoffie. W porównaniu z jego „Gorączką” czy „Ojcem chrzestnym” widać tu podobny rodzaj magnetyzmu, ale podszyty większą nutą groteski. Zaskakująco inny jest Joe Pesci – znany z wybuchowego Tommy’ego z „Goodfellas”, w „The Irishman” gra cicho, niemal szeptem, co pozwala pokazać mafijnego bossa jako kogoś, kto rządzi spokojem i kontrolą.
Jak „The Irishman” prezentuje bohaterów inaczej?
- Mniej mitologizacji „twardych facetów”, więcej kruchości i zmęczenia.
- Silniejsze skupienie na konsekwencjach rodzinnych (relacja z córką Franka).
- Rezygnacja z efektownych „bohaterskich” scen na rzecz cichych, codziennych gestów.
Motywy i tematy – co „The Irishman” mówi inaczej niż inne filmy Scorsesego?
Scorsese od lat wraca do tematów winy, religii, moralności i męskiej przemocy. W „Chłopcach z ferajny” czy „Wilku z Wall Street” bardziej interesuje go droga na szczyt niż ostateczny upadek, choć konsekwencje są zawsze obecne. „The Irishman” odwraca proporcje: większość czasu spędzamy z bohaterem, który już przegapił moment powrotu. Wina nie jest tu spektakularna, ale ukryta w drobnych decyzjach, w milczeniu, w nielojalności wobec najbliższych.
Wyjątkowo mocny jest motyw starości i zapomnienia. Frank na końcu zostaje w domu opieki, bez rodziny, bez przyjaciół, z pustym pokojem i uchylonymi drzwiami. W innych filmach Scorsesego bohaterowie często kończą w więzieniu, ale nadal opowiadają o sobie z pewną dumą. Tutaj nie ma powodu do przechwałek – pozostaje tylko ciche czekanie. W tym sensie „The Irishman” jest bardziej pesymistyczny niż wiele wcześniejszych filmów, a jednocześnie najbardziej szczery w swoim rozliczeniu z przemocą.
Strona techniczna i de-aging: czy technologia przeszkadza historii?
Jednym z najbardziej dyskutowanych elementów „The Irishman” była technologia de-aging, czyli cyfrowego odmładzania aktorów. Scorsese chciał mieć te same twarze na przestrzeni kilku dekad akcji, co z punktu widzenia spójności obsady ma sens. W praktyce efekty bywają nierówne – w niektórych scenach De Niro wygląda wiarygodnie, w innych widać sztuczność, zwłaszcza w ruchu. Porównując to z bardziej „tradycyjnym” podejściem w „Chłopcach z ferajny” czy „Kasynie”, widać różnicę pokoleniową w sposobie myślenia o castingach.
Czy technologia przeszkadza? Zależy od wrażliwości widza. Dla części odbiorców to bariera, która wybija z immersji. Dla innych – po kilku scenach przestaje być ważna, bo główny ciężar filmu spoczywa na relacjach i dialogach. Istotne jest jednak to, że „The Irishman” stoi na granicy między klasycznym kinem gangsterskim a cyfrową erą streamingu. To film, w którym stara szkoła aktorskiej gry spotyka się z nowymi narzędziami, i nie zawsze jest to spotkanie bez tarć.
Tabela porównawcza: „The Irishman” a inne filmy Scorsesego
Poniższa tabela zbiera kluczowe różnice między „The Irishman” a trzema najczęściej przywoływanymi tytułami Scorsesego z gatunku kina gangsterskiego. To dobry punkt wyjścia, jeśli zastanawiasz się, który film wybrać w zależności od nastroju i oczekiwań wobec tempa czy tonu opowieści.
| Film | Dominujący ton | Tempo i styl | Główny temat |
|---|---|---|---|
| The Irishman | Melancholijny, refleksyjny | Bardzo spokojne, epickie, dużo ciszy | Starość, wina, samotność, rozliczenie z życiem |
| Chłopcy z ferajny | Energetyczny, ironiczny | Szybki montaż, intensywny voice-over | Fascynacja i upadek w świecie mafii |
| Casino | Barwny, brutalny | Rozbudowane sekwencje, wielowątkowość | Władza, hazard, autodestrukcja relacji |
| Wilk z Wall Street | Satryczny, szaleńczy | Ekstremalnie dynamiczne, przełamywanie czwartej ściany | Chciwość, hedonizm, moralna pustka |
Dla kogo jest „The Irishman”, a dla kogo lepsze będą inne tytuły?
„The Irishman” najlepiej sprawdzi się u widzów, którzy znają już wcześniejsze filmy Scorsesego i chcą zobaczyć, jak reżyser sam z nimi polemizuje. To propozycja dla osób gotowych na długi, spokojny seans, bardziej przypominający powieść historyczną niż klasyczne kino akcji. Jeśli interesuje cię temat starzenia się, bilansu życia, a także to, jak wyglądają konsekwencje przemocy po latach, film trafi w czuły punkt. Wymaga jednak cierpliwości i nastawienia na refleksję.
Jeśli natomiast szukasz dynamicznego wejścia w świat Scorsesego, lepszym wyborem na początek będą: „Chłopcy z ferajny” – jako wzorcowy film gangsterski, „Wilk z Wall Street” – jeśli wolisz współczesne realia i mocny humor, albo „Infiltracja” – gdy oczekujesz klasycznego kryminału z napięciem i twistami. „The Irishman” warto zostawić na moment, kiedy masz już w pamięci te filmy i jesteś ciekaw, jak wygląda ich „starszy, mądrzejszy” krewny.
Jak przygotować się do seansu „The Irishman”?
- Zaplanuj czas – najlepiej wieczór bez pośpiechu lub seans w dwóch częściach.
- Nastaw się na dialogi i relacje, a nie na ciągłe sceny akcji.
- Jeśli możesz, obejrzyj wcześniej „Chłopców z ferajny” – łatwiej wyłapiesz kontrasty.
- Potraktuj film jako opowieść o starości, a nie „tylko kolejny film o mafii”.
Wnioski: jak „The Irishman” wypada na tle filmografii Scorsesego?
Na tle innych filmów Scorsesego „The Irishman” nie jest ani prostym szczytowym osiągnięciem, ani porażką. To raczej świadomy epilog, w którym reżyser rezygnuje z fajerwerków na rzecz cichego pożegnania z gatunkiem, który współtworzył przez dekady. Jeżeli oczekujesz następcy „Chłopców z ferajny”, możesz poczuć niedosyt. Jeśli jednak przyjmiesz irlandzką opowieść jako film o starości, żalu i nieodwracalności wyborów, zobaczysz jedną z najbardziej osobistych i dojrzałych wypowiedzi w jego dorobku.
W efekcie „The Irishman” wypada na tle innych filmów Scorsesego jak melancholijne postscriptum: mniej efektowne, ale bardzo konsekwentne i potrzebne, by domknąć wieloletnią rozmowę reżysera z kinem gangsterskim. To tytuł, który być może nie podbije rankingów „najlepszych filmów wszech czasów”, ale z czasem może okazać się jednym z tych, do których wraca się po latach, gdy własne doświadczenia każą inaczej spojrzeć na cenę, jaką płaci się za życie „po właściwej stronie” strzelby.